Zakurzone pudełko po conversach

pocztówki, stare zdjęcia, album

Niewiele mam w domu cennych rzeczy. Stary komputer, którego hałas już nie przeszkadza mi zasnąć. Telefon, który już od dawna chcę wymienić, ale jestem na to zbyt leniwy. Szafka z odpadającymi drzwiczkami i zakurzona lampa, którą kilka miesięcy temu niechcący wywaliłem na ziemię. I myślę tylko, jak ją naprawić, zanim przyjedzie właściciel na coroczny przegląd mieszkania.

 

Z dala od lampy, na rozpadającej się szafce, stoi jednak coś, czego nie zauważył jeszcze żaden z gości. Coś, o czym ja sam zapominam na bardzo długi czas, tylko po to, żeby przypomnieć sobie pewnego długiego, wietrznego wieczoru. Zwykłe pudełko po conversach, takich ładnych, biało-czerwonych, z Supermanem po zewnętrznej stronie. Trochę dziecinne, ale co poradzisz. Butów już nie ma, wyrzuciłem dawno temu. Pozostało tylko pudełko i masa kurzu, który je pokrywa.

 

Czasami jednak, tak jak wczoraj, zdmuchuję kurz, siadam wygodnie na łóżku i z niewielkiego pudełka wyjmuję po kolei sterty papierów, kopert i zdjęć. Różnokolorowych lub czarno-białych, zapisanych gęsto lub prawie pustych. A każde z nich opowiada mi historię, którą pamiętam jak film z dzieciństwa. Cóż, na starość stałem się cholernie sentymentalny. Wyjmuję więc pocztówki, z Gdańska, z Wilna, Tel-Avivu (jak klikniesz w te miasta, to zobaczysz garstkę zdjęć, które chcę Ci pokazać) i wielu innych miast, w których byłem. Biorę do ręki tę z Augustowa. Pamiętam doskonale, mój pierwszy wyjazd stopem. Minęły już… 4 lata? Chyba tak, ale pamiętam, jakby to było wczoraj – gdzie staliśmy, jaka była pogoda i twarze ludzi, którzy nam zaufali. I jak smaczne były lody, gdy w upale cieszyliśmy się z tego, że tu jesteśmy. Pamiętasz?

 

Dalej. Kartka urodzinowa od klasy. Już prawie dwa lata minęły od moich 18 urodzin, a tak niewiele się zmieniło. Wciąż pamiętam ich wszystkich – przelatuję wzrokiem po imionach i widzę ludzi, którzy się tu podpisali. Koperta. W środku zaproszenie na ślub. Dwoje moich dobrych znajomych, a już niedługo pojawi się to trzecie. A ja nadal Was nie odwiedziłem w Waszym pierwszym, wspólnym mieszkaniu. Teraz zdjęcie. Ja z moim najlepszym kumplem z podstawówki, stoimy uśmiechnięci, w małych garniturkach, na szyi wiszą własnoręcznie wycięte słoneczka. Ile wtedy mieliśmy? 8 lat? Sprawdzam na drugiej stronie. „Ślubowanie 2003r.” Cóż, byłem blisko. Pamiętam, jak dałeś mi to zdjęcie na urodziny. I jak długo się z niego śmialiśmy.

 

Pierwszy niby-miłosny list, plakietka wolontariusza, opaska z juwenaliów, kiedy wpuścili mnie tylko dlatego, bo robiłaś za moją opiekunkę. Chyba wszystkie bilety, które skasowałem na każdym moim wyjeździe z ostatnich pięciu lat. I za każdym razem się dziwię, że było ich tak wiele. Wyjmuję po kolei i nie przestaję się uśmiechać. Wiesz, to mimo wszystko strasznie urocze. Ale to tylko zakurzone pudełko po conversach, przynajmniej tylko tyle powinno znaczyć dla Ciebie. Zakurzone pudełko ze stertą papierów w środku. Bez wartości.

 

Tak jak bez wartości jest dla mnie Twoja teczka, szkatułka, stary album czy karton po garnkach. I tak właśnie powinno zostać. Ale jeśli ukryjesz w nim coś cennego, to proszę, pokaż mi je kiedyś i opowiedz, co widzisz wewnątrz. Uwierz, na starość Ty też staniesz się cholernie sentymentalny. Tylko pamiętaj, żeby czasami zdmuchiwać kurz. Najlepiej w jakiś długi, wietrzny wieczór.

 

Swoją drogą, całkiem dziecinny ten sentymentalizm. Ale co poradzisz?

 

// zdjęcie w nagłówku autorstwa Christophera Flynna