Utracona sława, czyli recenzja „Birdmana”

Birdman 2014 keaton

W końcu udało mi się zebrać w garść i napisać kilka słów o „Birdmanie” – głównym faworycie tegorocznych Oscarów. Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego ten film naprawdę jest tak genialny jak mówią, nie przedłużajmy więcej i od razu przejdźmy do meritum.

 

Fabuła

 

Riggan Thomson jest jedną z tych gwiazd show-biznesu, które osiągnęły wielką sławę, po czym po cichu zaczęły opadać w czeluście zapomnienia. Znany jako odtwórca roli superbohatera z odległych lat – tytułowego Birdmana – Riggan pragnie na nowo wbić się do panteonu najlepszych (a przynajmniej najbardziej popularnych) aktorów. Pomóc ma mu w tym sztuka teatralna, której jest zarówno reżyserem, scenarzystą, jak i odtwórcą głównej roli.

 

Sprawy lubią się jednak komplikować. Mamy więc zaburzenie psychiczne głównego bohatera, który słyszy głos swojego alter ego z dawnych lat. Mamy też Sam, córkę Riggana, która świeżo po terapii odwykowej stara się znaleźć swoje miejsce u boku ojca. Jest też Mike – światowej sławy aktor, który wprawdzie zgadza się wziąć udział w sztuce, choć nic nie robi sobie z poleceń reżysera, uprawiając na scenie szeroko pojętą samowolę.

 birdman_clip_pulls_051514-LUT.00070587.tif

Aktorzy

 

Gra aktorska w „Birdmanie” osiągnęła poziom perfekcji, ale w sumie nie ma co się dziwić. W obsadzie znajdziemy bowiem takie gwiazdy jak Michael Keaton, Emma Stone, Edward Norton i Zach Galifianakis, z czego pierwsza trójka uzyskała za swój występ nominacje do Oscarów, a ostatni zagrał lepiej niż w trylogii „Kac Vegas”. Zaskakujące, zwłaszcza, że tutaj nie grał postaci komediowej. Ale to tylko kolejny dowód, że Zach jest rzeczywiście świetnym aktorem.

 

Montaż i dźwięk

 

Jednym z najbardziej rewolucyjnych, a przynajmniej najczęściej wspominanych elementów filmu, było nakręcenie go i zmontowanie w taki sposób, że dawał wrażenie jednego ujęcia przez całą długość seansu. Niektórzy się na to nabrali, wierząc, że to w ogóle możliwe, inni zaczęli się popisywać, że dostrzegli miejsca cięć. Tak czy inaczej, twórcy wzbudzili we mnie ogromny podziw. Tego typu zabiegi wymagają przecież: raz – świetnego zgrania wszystkiego, dwa – zapamiętania nieraz kilkunastu stron scenariusza przez aktorów. Jedno przejęzyczenie i kilkuminutową scenę trzeba nagrywać od początku.

 

Do tego dochodzi niecodzienna ścieżka dźwiękowa, która w większości ogranicza się do … perkusji. Dźwięk suchych bębnów przywodzi mi na myśl równie wspaniały „Whiplash”, ale tutaj o wiele lepiej przekazują one emocje bohaterów, a ten minimalizm aż wywołuje ciarki.

 _AF_6405.CR2

Co jeszcze?

 

W moich oczach główną wartością „Birdmana” jest mnogość wątków, które twórcy poruszyli. Nie jest to więc film tylko o ambicji, nie tylko o pragnieniu sławy i uznania, lecz jest również krytyką świata show-biznesu, rozprawieniem się z mitem świętości celebrytów i trudności w utrzymaniu relacji rodzinnych. A wszystko to umieszczone na pograniczu rzeczywistości i fantazji, w świecie kreowanym przez wyobraźnię głównego bohatera.

 

Warto również wiedzieć, że Michael Keaton został odtwórcą głównej roli nie przez przypadek. Wiele lat temu, w 1989 zyskał on bowiem sławę właśnie jako Batman i to właśnie ta rola stała się jego wizytówką aktorską. Można więc uznać występ w „Birdmanie” jako osobiste rozprawienie się z rolą superbohatera, po to, by wrócić na wielki ekran w nowej odsłonie. Ja bym się przynajmniej na taki „wielki powrót” w jego wykonaniu nie obraził.

 

Jako ciekawostkę mogę dodać, że nie tylko Keaton miał w swojej karierze związek z komiksowymi bohaterami. W sumie to cała trójka głównych bohaterów miałaby się czym pochwalić. Obok Keatona w stroju Batmana był również Edward Norton grając Hulka, a także Emma Stone w roli dziewczyny Spider-Mana. Liczę, że taki wybór nie był przypadkiem, ale tak jak wspomniałem – to tylko ciekawostka.

 edwart norton emma stone birdman 2014

Czyli?

 

„Birdman” jest kinem doskonałym. W atmosferze dramatu podrzuca czasami śmieszniejsze sceny i dialogi, po to tylko, by umocnić widzów w przekonaniu – „ten film jest niezwykle autentyczny”. Równocześnie wprowadza do kinematografii powiew świeżości – minimalistyczny soundtrack, ciekawy montaż, a także tematy wcześniej nieporuszane, wywlekając na wierzch różne bolączki kina i teatru. Słowem – jeden z najlepszych filmów tego roku.

 

Ocena: 9/10

// To już ostatnia recenzja przed galą rozdania Oscarów. Z tego też powodu jeszcze w tym tygodniu wrzucę wpis z moimi oscarowymi typami i chętnie poznam Wasze propozycje. Stay tuned! :)