Papierowy kalendarz i notatnik? Lubię to!

kalendarz, notes, notatnik, organizer

Laptopy, tablety i smartfony na dobre stały się częścią codzienności wielu z nas, co nie jest zbyt wielkim zaskoczeniem. Malejąca cena i zwiększające się parametry urządzeń odsuwają na dalszy plan zwykły papier i długopis – jeszcze dekadę temu uważane za zestaw podstawowy.

 

Jeśli chodzi o mnie, lubię nowe technologie, choć nigdy nie potrafiłem przekonać się do androidowego kalendarza ani Evernote jako notatnika. W tym aspekcie wersje klasyczne nadal górują w moim życiu. Zamiast zaznaczać zadania na następny dzień na malutkim wyświetlaczu wolę robić to na wydrukowanym kalendarzu A4. Można zrobić go samemu, ładnie ozdobić, pozaznaczać kolorkami czy cokolwiek tam chcecie. Dla mnie wystarcza zwykła tabelka, którą biorę stąd.

 

Jeśli zaś chodzi o notatki, kupiłem zestaw jak najbardziej minimalistyczny – taki, żeby zmieścił się w kieszeni spodni. Dzięki temu w każdej chwili mogę na przykład zapisać temat na kolejny wpis, tytuł książki do przeczytania czy imię osoby wartej uwagi (ostatnio wpisałem Howarda Shultza i teraz przymierzam się do przeczytania jego książki). Koszt? Około 5 złotych. Mało jak na coś, dzięki czemu wszystkie moje myśli nie kłębią się w głowie.

 

Kalendarz sposobem na nudne życie

 

Ostatnio wymyśliłem świetny, choć banalny sposób na lepsze i bardziej kreatywne wykorzystywanie wolnego czasu. Jeśli też czujesz, że wpadłeś w rutynę, to po prostu kup/wydrukuj/narysuj kalendarz na dany miesiąc, a następnie wypełnij go tym, co sprawia Ci przyjemność LUB czymś dla Ciebie nowym. Postaraj się, abyś na każdy dzień miał coś wpisane. Powinny to być rzeczy, które robisz rzadko: wyjście do kina, do kawiarni, spotkanie się z kolegą z dawnych lat czy chociażby czytanie książki.

 

Jeszcze lepszym pomysłem jest wypisanie rzeczy zupełnie nowych: pójście na spotkanie podróżnicze, bieganie, rozpoczęcie pisania własnej książki czy nauka gry na jakimś instrumencie. Wyznacz sobie na przykład pół godziny ćwiczenia co drugi dzień, zaznacz to na kalendarzu i bądź w tym konsekwentny.

 

„Sekret” tego banalnego sposobu leży w naszej psychice. Coś, co jest zapisane na papierze wydaje nam się bardziej trwałe i niezmienne. Sami na siebie narzucamy deadline, a skoro jest to skuteczne, warto wykorzystać to na własną korzyść. A radość z skreślania kolejnych zaplanowanych wcześniej punktów jest przeogromna.

 

Sam często mam problem z rozleniwianiem się. Spędzam wolny czas w domu zasypując się słabymi wymówkami. A wystarczy szybki research po stronach informujących o wydarzeniach kulturowych w danym mieście, by z łatwością zapełnić najbliższe dwa tygodnie. Dla białostoczan polecam stronę BOK’u i Coolturalnego Białegostoku – jak widać, nawet u nas jednak coś się dzieje :)