Nieloty w akcji, czyli recenzja „Pingwinów z Madagaskaru”

pingwiny z madagaskaru

Czas oczekiwania na powrót czwórki przezabawnych pingwinów na srebrny ekran dłużył się niemiłosiernie wszystkim – dzieciom, ich rodzicom, uczniom i studentom, a podobno nawet i bezrobotnym. Nadszedł jednak czas ostatecznego pytania – czy było warto?

 

Na początku muszę zaznaczyć, że oceniam ten film z punktu widzenia największego fana serialu (tak, to ja), co zapewne mocno wpłynie na ocenę ogólną. Tak czy inaczej, obiecuję być jak najbardziej krytyczny, co w gruncie rzeczy może nawet przeważyć na niekorzyść filmu. Ale o tym za chwilę.

 

Zacznijmy jednak od początku. Dawno temu, a przynajmniej w minionej dekadzie, trójka całkowicie normalnych pingwinów postanowiła zrobić coś wbrew wszechwładnej naturze – uratować czyjeś zagubione jajo. Narażając swoje życie, nie zważając przy tym na gatunkowe ograniczenia i całkowicie nie licząc się z kosztami (w efekcie wysadzając kuter rybacki), trójka bohaterów zapewniła jajku względne bezpieczeństwo. Z owego jajka wykluł się ów słodki, mały pingwinek, w niektórych kręgach znany jako Szeregowy.

 pingwiny z madagaskaru film

Wraz z zakończeniem prologu przenosimy się o wiele lat naprzód, a dokładniej w okolice finałowej sceny z trzeciej części „Madagaskaru”. Do dnia urodzin Szeregowego. Z tej okazji trójka wiernych przyjaciół postanawia obdarować go rzeczą najcenniejszą, pobudzającą wyobraźnie i głębokie pragnienie młodego serca. Paczkę chrupek! Tak też zaczyna się niezwykła przygoda, pełna humoru i absurdu, walk z wrogiem i zawierania przyjaźni. Oraz poszukiwania własnej wartości.

 

Zdawać by się mogło, że to właśnie Szeregowy jest głównym punktem, wokół którego toczy się fabuła. I tak jest w rzeczywistości. Przede wszystkim jednak film ten opowiada o próbie znalezienia czegoś, co nas wyróżnia. O próbie znalezienia własnego, niezastąpionego miejsca w szeregach zespołu.

 

Ale to nie z powodu fabuły wszystkie sale kinowe są zapełnione aż do ostatniego miejsca, prawda? Najważniejsi są główni bohaterowie. Czwórka pingwinów nie zawodzi i tym razem, wywołując coś na kształt powszechnego spontanizmu śmiechowego (jesteście pewni, że takie słowo nie istnieje?). Zbliżając się do górnej granicy ironii, trafnych ripost i niespodziewanych gagów wykorzystują dokładnie ten arsenał, za który pokochała ich publiczność na całym świecie.

 pingwiny z madagaskaru film 2015

Czy jednak poziom humoru jest zadowalający? Dla większości – zdecydowanie tak. Dla mnie jednak, a trzeba pamiętać, że znam chyba wszystkie odcinki serialu na pamięć, ilość naprawdę zabawnych scen pozostawiała lekki niedosyt. Głównym winowajcą takiego stanu rzeczy jest prawdopodobnie nie kto inny, jak sam król Julian. A dokładniej jego brak. W moim odczuciu nie uwzględnienie go w scenariuszu, choć zapewne podyktowane wyższymi celami, wywołuje szczery i głęboki smutek.

 

Graficznie film trzyma swój wysoki, serialowy poziom, a znane już głosy w dubbingu zawsze są mile widziane. Swoją drogą, polska ścieżka dźwiękowa „Pingwinów” stoi wraz z „Mary Poppins” na pierwszym miejscu najlepszych, jakie kiedykolwiek słyszałem. To też dowód na to, że można stworzyć w Polsce dubbing lepszy od oryginału.

 pingwiny z madagaskaru movie

„Pingwiny z Madagaskaru” to porządnie skonstruowane kino familijne, które spodoba się na równi młodszej widowni, jak i tej starszej (nie zdziwiłbym się zresztą, gdyby tej drugiej nawet bardziej). Pełne humoru sceny i dialogi, piękna animacja i ciekawa, nie do końca przewidywalna fabułą gwarantują dobrze spędzony czas. Prawdą jest jednak to, że „Pingwiny” lepiej wypadają w serialu niż w pełnym metrażu, więc bardziej niż na kontynuacje filmu wyczekuję kolejnego sezonu.

 

Ocena: 7/10

  • Mi też się bardzo podobały pełnometrażowe Pingwiny :)
    Mam wrażenie, że ja i mój chłopak byliśmy najstarszymi osobami bez dzieci na sali kinowej… W sumie nie wiem, czego się spodziewałam :D

    • To i tak dobrze, że znaleźliście wolne miejsca. Ja jak poszedłem do kina to ledwo co załapałem się na beznadziejne siedzenie w ostatnim rzędzie :D
      A tak w ogóle to jestem zdania, że rodzice biorą dzieci do kina tylko po to, żeby mieć pretekst do oglądania bajek. No wiesz, żeby nikt ich nie posądził o bycie niedojrzałym :>