Misja – wakacje

kosz, lato, wakacje

Zapieranie się, krzyki i dąsy nic Ci nie pomogą. Płacz i zgrzytanie zębów może i działał kilka lat temu, ale teraz czas dorosnąć. Po prostu musisz pogodzić się z faktem, że dzisiaj rozpoczęły się wakacje (a studentom radzę wrócić do tego wpisu dopiero po sesji – buziaki!).

 

Piszę dzisiaj do Was z dwóch równie ważnych powodów. Po pierwsze, aby przypomnieć Wam, jak wspaniałym czasem są wakacje. Dla jednych mogą być przecież okazją do bezkarnego tonięcia wśród porozrzucanych chaotycznie kołder i poduszek (w wakacje nie trzeba ścielić łóżka, prawda?), dla innych okresem morderczej aktywności fizycznej (ale przypominam, że na odchudzanie jest już za późno). Dla Ciebie mogą być powodem do siedzenia w pogrążonym w mroku żaluzji pokoju, ja jednak będę strzegł się marnowania czasu w domu jak ognia.

 

Z tym też wiąże się druga sprawa, o której chciałbym Ci powiedzieć. Intensywność pisania na blogu w ciągu całych dwóch miesięcy stoi pod ogromnym znakiem zapytania, bo o ile lipiec mam jako tako zaplanowany, to cały sierpień jest dla mnie tak zagadkowy, jak kolor z przestworzy (oczywiście nawiązanie do powieści Lovecrafta, którego antologię dzisiaj udało mi się skończyć). Mam jednak nieskrytą nadzieję, że będzie bardzo podróżniczo i bardzo intensywnie. W innym wypadku, niestety, będę Cię zanudzał filozofią Barucha Spinozy czy innego Abu’l-Barakata.

 

(ale tak naprawdę jestem zbyt wrażliwy, żeby aż tak się nad Wami znęcać)

 

Ja tymczasem zabieram się za pakowanie. Najbliższe dwa tygodnie jestem w Wilnie, podziwiam widoki i jeżdżę trolejbusem.

 

Trzymajcie się więc ciepło, róbcie szalone rzeczy, cieszcie się niepohamowanie.

 

I słuchajcie dobrej muzyki.

 

Ahoj, przygodo! – wydobył ze zdartego gardła pijany w sztok marynarz.