Ile jest na świecie Sheeranów?

parasol, deszcz

O, cześć! Nie myślałem, że akurat dzisiaj się spotkamy, ale tym bardziej miło znów Cię widzieć. Tak niby przypadkiem, ale kto by tam wierzył w przypadki, prawda? No to opowiadaj, co u Ciebie? Ah, mówisz że wszystko w porządku? I nadal śpiewasz? Nono… pamiętam, jak wiele znaczyła dla Ciebie muzyka, gdy jeszcze chodziliśmy razem do szkoły. I niezwykle się cieszę, że nadal się rozwijasz.

 

Tak w ogóle to bardzo cenię ludzi z pasją, wiesz? Ostatnio nawet myślałem sobie trochę o ludziach, no i o ich zainteresowaniach. O tym, jak wiele wspaniałych rzeczy można robić. Chcesz posłuchać? Głupio tak stać na ulicy. Może pójdziemy na kawę, co Ty na to?

 

Wiesz, to trochę tandetne, ale tak się zastanawiałem, ile na świecie jest Sheeranów, Nicholsonów i Bryantów. Rozumiesz, ludzi, którzy mieli wszystko czego potrzeba, żeby być jak nasi idole. I ilu z nich w tym momencie dźwiga skrzynie w magazynach, sprząta biura w eleganckich biurowcach albo oszczędza pieniądze na własną budkę z lodami?

 

O, wejdźmy tutaj. Zajmij miejsce, a ja pójdę zamówić. To samo co kiedyś, prawda?

 

//Dzień dobry, dwa razy flat white poproszę. Tak, płacę kartą. Dziękuję również.//

 

Już. Więc o czym to ja? A właśnie, o Sheeranach. Wiesz, według mnie są ich miliony, poukrywanych skrzętnie po całym świecie. Tylko mało który miał okazję się o tym dowiedzieć. Ale świat jest pełny nie tylko potencjalnych piosenkarzy. Ostatnio na przykład widziałem filmik, w którym jakiś młody Chińczyk robił niesamowite sztuczki za pomocą dwóch yoyo. A może yoyów? Mniejsza. Tak czy inaczej, podczas oglądania próbowałem sobie wyobrazić jego początki. W jaki sposób można zafascynować się taką zwykłą zabawką (do której przecież nikt nie ma cierpliwości i z reguły chowa ją do szafy po dwóch nieudanych próbach), aby wytrwać w tej fascynacji przez co najmniej kilka lat? Aby nie pójść za tłumem piłkarzy, muzyków, pisarzy i całą resztą „normalnych” ludzi, tylko wytrwale trenować coś tak nieoczywistego jak yoyo? I jak wiele by stracił, gdyby obok tej fascynacji przeszedł obojętnie?

 

O, chyba już niosą nasze kawy. Patrz jak szybko! Tak, dziękujemy bardzo.

 

Wracając do tych yoyów, sam nigdy nie próbowałem. Ale próbowałem masy innych rzeczy. Niektóre zostawiałem po trzech dniach, inne są ze mną nieustannie od gimnazjum, a do jeszcze innych wracam co jakiś czas, tak bez powodu, żeby sobie o nich przypomnieć. I naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego tak wielu ludzi nie ma odwagi samemu spróbować. Ty mnie rozumiesz, prawda? Tak jak z muzyką – nigdy, ani Tobie, ani mi, nie wystarczyło samo słuchanie, musimy też  dać coś od siebie. Choćby i najbardziej nieudolnie <hah>. A mimo to tak wiele osób, które w rubryce swoich zainteresowań zawsze wpisuje „muzyka”, nigdy nie trzymało w ręku żadnego instrumentu, nigdy nawet nie próbowało napisać tekstu piosenki.

 

Ah, myślisz, że chodzi o talent, o predyspozycje? Wiesz, wydaje mi się, że ludzie źle rozumieją, czym w ogóle jest talent. Przyjęło się mówić, że bez niego nie nauczysz się rysować, nie nauczysz się tańczyć, nigdy nie będziesz dobrym kucharzem. Ale ja tak sobie myślę… czy brak talentu nie jest zbyt często synonimem lenistwa? Weźmy na przykład takiego Ray’a Charlesa. Czy można powiedzieć, że niewidomy ma predyspozycję do bycia pianistą? Albo Muggsy Bogues. Nie wiem czy znasz, ale był najniższym koszykarz w NBA. I wymienić można setki innych przykładów na dowód tego, że się da. Choć, wiadomo, brak predyspozycji trzeba nadrobić ciężką pracą.

 

Czy według mnie talent nie istnieje? A skąd! Oczywiście, że jest, choć nauczyłem się żyć tak, jakby nie istniał. Polecam! Tak jest po prostu łatwiej – nie zastanawiasz się wtedy zbyt wiele, a po prostu działasz. Bo wiesz, dla mnie talent jest czymś, co oddziela świetnego artystę od niesamowitego artysty. Oboje mogą zrobić karierę, oboje mogą czerpań masę przyjemności z tego, co robią. Różnica jest taka, że osoba utalentowana – jak się powszechnie mówi – „ma to coś”. Większość ludzi, których podziwiam, zapewne nie ma talentu. Ma za sobą jednak miliony godzin na próbach, warsztatach i salach ćwiczeń. Gdyby to odjąć, to widać, że aż tak bardzo nie różnią się oni od „zwykłych” ludzi. Ale w sumie… może to właśnie ten ich upór i wytrwałość powinniśmy nazywać talentem?

 

Ostatni łyk… Ty też już kończysz? No, to chyba już czas się zbierać. Kurcze, jak późno! Wybacz, że Cię nie podprowadzę. A, chcesz tu jeszcze chwilę posiedzieć? Ok, mam tylko małą prośbę. Pomyśl trochę o tym, co tak nieskładnie próbowałem Ci przed chwilą powiedzieć i daj mi znać, jeśli coś ciekawego Ci wpadnie do głowy. Dobra? Super, no to do zobaczenia następnym razem. Niezwykle miło było znów Cię zobaczyć i porozmawiać jak za dawnych lat. Niedługo pewnie znów się spotkamy. „Przypadkiem”, oczywiście.

 

//przepiękne zdjęcie w nagłówku autorstwa Gabriela Santiego wzięte z magicznego unsplash.com