Gdy czujesz strach…

karuzela, carousel, strach, klimatyczne

Późny wieczór. Przemierzając pociemniałe już o tej porze białostockie uliczki – znane mi doskonale, choć tajemnicze w tym półmroku – zbyt łatwo jest popaść w stan jakby pustki. Te same uliczki, po chwili odradzające się na moich oczach wśród wolno rozjaśniających się latarni, bezapelacyjnie, nie zwracając uwagi na moje chęci, zmuszają do myślenia.

 

A raczej nie tyle zmuszają, co nie dają innego wyboru. Człowiek w samotności jest skazany na siebie – na zatopienie się w swych myślach, na poddanie się nurtowi wspomnień. Pojedynek skazany z góry na przegraną, bo czy można wygrać z przeszłością? Czy można na tym coś zyskać? Człowiek patrzący wstecz staje się łatwym celem dla teraźniejszości, czekającej by gwałtownie powalić go na ziemię i zniszczyć w zarodku.

 

Ale czy wspomnienia nie mają też tej drugiej strony? Tej, która poucza, daje wskazówki, nie pozwala popełniać tych samych błędów? Czy nie one świadczą o człowieku, albo chociaż są dowodem na jego istnienie? Cóż innego pozostaje, gdy przemijamy? Ani radość, ani płacz, który pozostawiamy tutaj po sobie, nie mają swojego źródła nigdzie poza wspomnieniami, poza pamięcią.

 

W tej pustce pojawia się też drugi, równie bolesny stan – strach. Dar od natury, dzięki któremu ludzkość przetrwała wśród groźniejszych od siebie przeciwników, dzisiaj działa na naszą niekorzyść. Paraliżuje, gdy trzeba uciekać, zmusza do rezygnacji, gdy trzeba działać. Znam go dość dobrze, choć nie na tyle, by być nieustraszonym. Ale znam go wystarczająco, by być pewnym, że poprzedza on rzeczy wielkie.

 

Życie w XXI wieku ma wiele wad, choć jedno jest pewne – nie daje nam zbyt wiele powodów do strachu – nie czujemy zagrożenia wojną czy epidemią. Najbardziej jednak boimy się naszych możliwości i prawdziwej wartości, jaką mamy w sobie. Spotykało mnie to często, za każdym razem pokazując, że trzeba przeć naprzód, wbrew wszelkim obawom.

 

***

 

Rok 2011. To mogła być normalna, jedna z wielu wakacyjnych niedziel, których w sierpniu już się nie liczy. Mogłem zamówić pizze, mogłem pójść na koncert, albo chociaż posłuchać muzyki. W sumie to tak właśnie zrobiłem, choć przebiegło to zupełnie inaczej, niż myślicie.

 

Tego dnia, około godziny 21, stałem w tłumie skaczących, pijących lub już leżących mieszkańców Zambrowa. Przyjechałem tutaj specjalnie na imprezę z okazji zakończenia lata. Główną atrakcją wieczoru był koncert Jamala, choć nie jestem aż takim fanem, by specjalnie w tym celu jechać 100km ciasnym busem.

 

Po kilku minutach stoimy już za sceną – ja, wraz z trzema znajomymi. Podekscytowany, z jedną tylko myślą w głowie – czemu, do cholery, nie zostałem w domu. Za chwilę mieliśmy wystąpić na scenie – tańczyć c-walk podczas śpiewania dwóch kawałków przez Jamala. Publika – pięć tysięcy osób, a my bez żadnego planu. „Jak ja się w to wplątałem?”

 

Nie był to występ rewelacyjny. Przynajmniej w moim odczuciu. Ale to jest jedno z tych wydarzeń, wspomnień, o których opowiada się z dumą przez kilka lat. Teraz, gdy o tym myślę, szczerze się uśmiecham, bo mogłem zrezygnować, ale tego nie zrobiłem. Strach nie był silniejszy.

 

***

 

Rok 2012. Ja świeżo po egzaminie gimnazjalnym, a już czas pakować się na lot do Anglii. Paszport wyrobiony raptem kilka tygodni wcześniej, bo to moja pierwsza podróż za granicę. I choć musiałem wyjść z domu już o 4 rano, to jeszcze o północy nie mogłem zasnąć.

 

W głowie analiza wszystkich wydarzeń o katastrofach lotniczych z najbliższych 3 lat, wszystkich możliwych problemów i ewentualnych opóźnień. Na pewno zapomniałem spakować aparat, nie mówiąc już o legitymacji – jakby była mi potrzebna w Anglii. No i obowiązkowo nie wziąłem paszportu, więc będą problemy przy odprawie, pewnie nawet nie wylecę z kraju. A jak wylecę, ale zatrzymają mnie na lotnisku w Luton? Może nie powinienem brać paska, bo jeszcze ocenią to jako broń i trafię do więzienia?
A nad tym całym chaosem, tylko jedna przyświeca myśl: „po co ja się w to wpakowałem?!”

 

O dziwo zdążyłem na bus, przepuścili mnie przez odprawę, znalazłem samolot, który doleciał na miejsce, a na lotnisku mnie nie okradli! Teraz oglądam zdjęcia, gdzie młodszy o dwa lata ja znów pokonałem strach, który nie pozwalał mi spać. I znów wygrałem, strach nie był silniejszy.

***

 

W tym samym roku nie tylko pierwszy raz leciałem samolotem i byłem w obcym kraju. Sprawdziłem się również jako krótkodystansowy autostopowicz. Jednodniową podróż do Augustowa, oddalonego o 100km od Białegostoku i z powrotem nie można nazwać życiową przygodą.

 

Ale z perspektywy 15-latka to nie była zwykła wycieczka. To było poczucie odpowiedzialności, ryzyka, i zaufania, jakim obdarzyli mnie rodzice. Ale był też strach, niepewność i ODPOWIEDZIALNOŚĆ – ale z tej gorszej strony.

 

Pierwszy samochód zatrzymał się po dwóch minutach. Serio. Zza szyby spogląda łysy, około 33-letni agent. Łańcuch na szyi, okulary przeciwsłoneczne. Trzeba podjąć szybką decyzję – wsiadamy, albo czekamy dalej. Wtedy po raz kolejny strach patrzył na mnie szyderczym wzrokiem, miarkując moją pewność siebie i obawy, towarzyszące mi od wyjścia z domu.

 

Wspominam ten wyjazd. Pierwszy autostop, pierwszy raz poczułem, że jednocześnie wszystko zależy ode mnie i nie zależy ode mnie nic. Kolejna bariera pokonana, kolejny raz pokonałem strach. Tak, i tym razem nie był silniejszy ode mnie.

 

***

 

Wbrew pozorom, nawet tak mało emocjonujące wydarzenie jak wyjazd do Warszawy i przeprowadzenie wywiadu z milionerem wywołuje u mnie strach – obawę przed niepowodzeniem. Strach, który muszę pokonać, bo bez niego każdy by osiągał sukces. Strach, który kreśli linię pomiędzy tymi, którzy wygrywają i tymi, którzy nawet nie próbują wygrać. Bliżej mi do pierwszy. I codziennie o to walczę.

 

Ale strach ma to do siebie, że w grupie traci swoją moc. Nie wiem, czy wystąpiłbym przed 5-tysięczną publiką sam. Nie wiem, czy poleciałbym do Anglii bez taty. Nie wiem, czy zdecydowałbym się na autostop bez koleżanki. Ale wiem, że dopóki wokół mnie jest choć jeden szaleniec, gotowy robić coś, co wychodzi poza standard, będę niezwyciężony. Przede wszystkim pamiętajcie, że strach nie jest silniejszy.

 

  • świetne przygody :)
    Ja za tydzień będę musiała przełamać strach w komunikacji po niemiecku. Wymiana- niby nic nadzwyczajnego, ale to będą 24h na dobę w obcym języku…

    • Przypadek, że do mnie za tydzień przyjeżdża też na wymianę chłopak z Izraela? ; )
      Nie wiem, jak u Ciebie z znajomością niemieckiego, bo ja to bym ledwo się przedstawił (oczywiście troszeczkę wyolbrzymiam), ale z pewnością to będzie dla Ciebie świetnie przeżyty czas :)
      Trzymaj się!

      • Ooo, nie będę sama :)
        Ty już u niego byłeś?
        Z niemieckim nie najgorzej, ale w praktyce chyba wciąż mnie coś blokuje.

        • Tak, w listopadzie. Pisałem już o tym w jednym z wpisów:
          http://ambiwalentny.pl/spelnione-marzenia-foto/
          o, w tym dokładnie :)
          a co do blokady językowej… z pewnością ciężko się przełamać. Ale ja w takich sytuacjach myślę, że skoro jestem za granicą, to nawet jak się skompromituję. to nikt stąd ze znajomych się o tym nie dowie. Czasami działa :D