Dżinn w twardej oprawie

książki dżin lektura opowieść

Ciepło kaloryfera przeszywa ciarkami całą powierzchnię pleców, kończąc delikatnie u podnóża szyi. Gruby sweter z przydługimi rękawami, przylegający niby zbroja, skutecznie oszukuje Twoje ciało i tylko śnieg za oknem przypomina Ci troskliwie, że cały wszechświat ogarnęła zima. Śnieg… no i renifery, zastygłe jako wzór na Twoim wełnianym swetrze, choć tamte Święta, jak i Stary Rok, przeminęły niedawno, bezpowrotnie. Tkwisz zagłębiona na skraju sofy, chroniąc pod kocem całe ciepło, które tak skrupulatnie zbierałaś przez ostatnie godziny. Siedzisz nieruchomo i tylko powolny ruch ręką, niedosłyszalny szmer oddechu i kontrastujące z nimi oczy owładnięte dzikim pędem dają pewność, że wciąż tu jesteś. Choć, jak mi się zdaje, zupełnie nieświadomie.

 

W rzeczywistości jesteś zbyt daleko, nieosiągalna. Słońce zachodzące na horyzoncie nieśmiało strzeże swych tajemnic, chroniąc się przed Twoim wzrokiem jedynie za pomocą palącego blasku. Bezsilnie mrużysz oczy, niechętnie, bo powieki przysłaniają Ci piękno całej scenerii. Lekki powiew wiatru układa Twoje włosy w sposób chaotycznie doskonały, a myśli…

 

<przewracasz stronę>

 

wędrują hen, w ciemną otchłań morza. Niespiesznie wychylasz się za burtę i odważnie wtapiasz wzrok w swoje odbicie. Lekki uśmiech na Twojej twarzy trafia z hukiem w spokojną taflę wody i niczym bumerang posłusznie wraca do Twoich oczu. „Jest pięknie” – szepczesz do siebie, choć doskonale wiesz, że te słowa nie znaczą zbyt wiele. Ta rzeczywistość rządzi się przecież własnymi regułami.

 

Zamykasz książkę. <Puf!> Okładki wybrzmiewają donośnym okrzykiem, ostatecznie i boleśnie przywracając Cię do świata żywych. Cóż, okładki są niczym lampa, w której tajemniczy Autor zamknął nie tylko Dżinna, ale wraz z nim setki bohaterów, miliony historii i niezliczone mnóstwo kwiatów. Myślisz o tym za każdym razem, gdy kolejna książka dobiega końca, a lampa znów trafia do jaskini, czekając na następnego odkrywcę. To zabawne – tak mało osób jej szuka, choć od dawna wiemy, że Dżinn spełnia marzenia. Przeciętny spełnia wprawdzie tylko trzy, ale ten zamknięty w książce… cóż, chyba jeszcze nikt się nie doliczył.

 

Z przyzwyczajenia sięgasz po stojący na parapecie kubek i dopiero, gdy zamiast gorącej herbaty Twoje usta napotykają jedynie powietrze, przypominasz sobie, że jest już od godziny pusty. Powoli wygrzebujesz się z dna sofy, wstajesz i rozciągasz ręce na wszystkie strony. Idąc do kuchni w głuchej ciszy jesteś świadkiem zagorzałej dyskusji, którą prowadzą wszystkie części Twojego ciała. Któż by się spodziewał, że tak wiele emocji wywołasz, pytając samą siebie – „jaką książkę przeczytać teraz”? Najgłośniej krzyczy serce, które nie widzi świata poza romansami. „Wybacz, ale ciebie posłuchałam ostatnio. Teraz czas na coś nowego” – myślisz. Oczy, zawiązując koalicję z nogami, błagają aby w końcu wybrać książkę podróżniczą. „Piękne widoki zapełnią wzrok, a niezwykłe historie sprawią, że sama zapragniesz ruszyć w drogę” – argumentują. Starając się nie przerywać dyskusji, cichutko dotykasz przełącznika. <pstryk!> Żarówka nabiera mocy, po chwili wypełniając łapczywie każdy kąt światłem. Kolejny głos. Tym razem podniebienie żąda, pod groźbą utraty apetytu, aby choć spojrzeć do książki kucharskiej. <klik!> Włączasz czajnik i znów zagłębiasz się w otchłań myśli. To już ostatni głos. Mózg, najbardziej chyba zasmucony faktem, że w ostatnim czasie całkowicie poświęciłaś lekturę jedynie dla zaspokojenia emocji, zaleca tym razem coś innego. Wykłada na mównicę stertę książek, a wśród nich biografie, poradniki, traktaty filozoficzne, książki historyczne i pisma naukowe.

 

Z rozmyśleń wyrywa Cię głośny gwizd, zwiastujący koniec dyskusji i oczekiwanie na rozstrzygnięcie. Zalewasz kubek gorącą herbatą i zmierzając niespiesznie z powrotem w stronę sofy, zatrzymujesz się przy ogromnym regale. Wzrokiem przelatujesz przez pierwszą półkę, sięgającą aż sufitu, później drugą, trzecią, aż znajdujesz to, czego szukałaś. Stając na palcach chwytasz czarno oprawiony tom „Walden” Henry’ego Thoreau, zdmuchujesz zalegający na grzbiecie kurz, wolnym krokiem zmierzasz w kierunku kaloryfera, by na końcu znów zagłębić się na skraju swojej starej, przytulnej sofy.

 

// Ten tekst dedykuję przede wszystkim do tych z Was, którzy wśród noworocznych postanowień zdecydowali się podjąć próbę „52 książki w 2016 roku” bądź jakąkolwiek inną inicjatywę, której celem jest częstsze czytanie. Choć może bardziej pisałem do siebie samego, aby pamiętać, jak wiele piękna niesie ze sobą każda lektura. Tak, w tym roku muszę wziąć się za to na poważnie i mam nadzieję, że i Ty dasz się przekonać. Czymś wspaniałym jest czytanie bez pośpiechu, chłonąc kolejne słowa, choć w ciągłym zabieganiu zbyt łatwo o tym zapomnieć.

 

Przy okazji pora zdmuchnąć kurz, który zalega od jakiegoś czasu tutaj na blogu. Nie wiecie nawet jak bardzo pomogły mi Wasze pytania – co dalej z „ambiwalentnym”? Tak więc, jak widać, ambiwalentny nadal żyje, choć najwidoczniej zapadł w sen letni, z którego niespiesznie się wybudza.

 

Na koniec wysyłam Wam przeogromne serducho z okazji Nowego Roku i życzenia, aby liczba 2016 kojarzyła Wam się co najmniej tak samo dobrze, jak 2015. Pamiętajcie jednak, że wszystko zależy w głównej mierze od Was samych.

 

<3           <==== obiecane serducho