Co z tą książką? Opinia i prognoza

książki, wystawa, Berlin, Niemcy, księgarnia

Ostatnie wydarzenia przypomniały mi czasy, kiedy audiobooki towarzyszyły mi równie często co teraz muzyka. Choć nadal jest to stosunkowo mało znany, a jeszcze mniej używany, sposób na zaznajomienie się z treścią książek, kilku zalet nie można mu odmówić. Podobnie sprawa ma się z e-bookami, ostatnio coraz bardziej popularnymi – głównie za sprawą Kindle i innych czytników.

Zwolennicy wydań papierowych i miłośnicy nowych technologii gromadzą się po dwóch stronach barykady, czasami oburzając się na siebie i dywagując o istocie czytelnictwa. A ja patrzę na ten spór z uśmiechem, bo udowadnia mi on, że książki nadal żyją – i, wbrew powszechnej opinii, nie spieszą się by odejść do lamusa.

Audiobooki

W Polsce – kraju książkowej ignorancji, a przede wszystkim hipokryzji – książki w formie audiobooków powinny przechodzić prawdziwy rozkwit. Godziny spędzone w korkach, stukot kół na nierównym asfalcie i długie opóźnienia kolei państwowej powinny tworzyć z Polski główny rynek zbytu. Ale przeciętny obywatel woli, zamiast wzbogacać swoją wiedzę, narzekać na klimat. Cebulaczki :*

 

Nie jest tak, że wyżej wymieniane zjawiska powinny napawać nas szczęściem. Można jednak wykorzystać to na naszą korzyść, skoro i tak musimy siedzieć w pociągu z czterogodzinnym opóźnieniem.

 

Jeszcze nie tak dawno audiobooki idealnie wpasowywały się w mój styl życia. Zimą – na przykład – stanowiły świetne uzupełnienie moich codziennych ćwiczeń. Robiąc serie brzuszków czy pompek ( w późniejszych okresach zajmowało to na prawdę dużo czasu) przyswajałem wiedzę z różnych poradników lub książek podróżniczych. Jedną przesłuchiwałem w dwa tygodnie. Gdybym dalej to kontynuował, to w rok zapoznałbym się z 24 książkami – według statystyk to tyle, ile niektórzy czytają w ciągu połowy życia.

 

Głos lektora był przy mnie także latem – głównie podczas jeżdżenia rowerem. Choć w tym wypadku trochę ciężej się skupić (a bardziej wciągająca książka może doprowadzić do złamania obojczyka). Dlatego podczas jazdy słuchałem głównie poradników, w których nawet po ominięciu kilku stron nie traci się wątku. Na marginesie dodam, że kiedyś próbowałem przesłuchać Hobbita, ale książki przygodowe w formie audiobooków jako tło do innych czynności się nie sprawdzają.

E-booki

Z e-bookami mam zdecydowanie mniejsze doświadczenie niż z audiobookami. Próbowałem kiedyś czytać na PSP, później na starej komórce, ostatnio na smartfonie. Nie wspominam tego dobrze. Jednak, żeby moja ocena była kompletna, muszę najpierw przetestować jakiś czytnik (najlepiej Kindle). Wiem, że dzięki niemu wiele osób na nowo zakochało się w czytaniu. Nie dziwię się, bo czytanie np. biografii Steve Jobs’a w formie fizycznej (ponad 700 stron) może człowieka porządnie zmęczyć.

 

E-booki są kuszące również ze względu na cenę, dzięki nikłemu kosztowi wydawania i dystrybucji. Do tego dochodzą częste promocje i usługi w stylu Legimi, o których wspominałem w jednym z wpisów. No i jeszcze wygoda użytkowania i dostępność w każdym miejscu (na czytnikach) sprawia, że to w e-bookach widzę przyszłość czytelnictwa.

Książki papierowe

Wydania fizyczne zawsze miały i zawsze będą miały swoich zwolenników. Dla niektórych ze względu na sentyment, dla innych z troski o zdrowie oczu, a dla reszty – bo ładnie wyglądają na półce. No i ten zapach po pierwszym otwarciu.

 

Ja czytam wyłącznie dla tej przytulnej atmosfery, kiedy siadając wieczorem z kubkiem gorącej herbaty wylogowuję się z życia na te kilka godzin. Ostatnio jednak coraz mniej znajduję czasu na czytanie – smutne, zwłaszcza że mam rozpoczęte 4 książki, a każda równie ciekawa. Muszę się z tym ogarnąć.

Co dalej?

Książki papierowe mają mało zalet. Są nieporęczne, mało wygodne, nie mają wbudowanego podświetlenia lub automatycznych zakładek. Mogą się zabrudzić, zgnieść lub spalić. Nie są też aktualizowane, nie zyskują nowych funkcji, w sumie to od kilkuset lat aż tak wiele się nie zmieniły. Ale i tak je lubię, za czucie faktury papieru pod palcami, za zapach farby i za estetykę wykonania. W najbliższych latach wydania fizyczne zaczną jednak tracić na znaczeniu kosztem wydań elektronicznych, głównie za sprawą coraz większej popularności i zmniejszającej się cenie czytników. Audiobooki nigdy nie będą najpopularniejszą formą książek, ich udział może się minimalnie zwiększyć, choć i tak będą to przede wszystkim nielegalne kopie. Sprzedawanie ich, tak jak i e-booków, na płytkach w księgarniach jest według mnie nieporozumieniem. W wszechobecnym dostępie do szybkiego internetu, płacenie dla tłoczni płyt jest mało kuszącą propozycją, przez którą wydania elektroniczne tracą swój główny atut – niską cenę.

 

Jednak książki w formie plików są szansą dla mało znanych pisarzy, dla których przebicie się obecnie do mainstreamu jest rzeczą niewykonalną. Coraz więcej autorów udostępnia swoje dzieła bezpośrednio dla czytelników za pomocą np. blogów. Dzięki temu tworzy się ściślejsza relacja na linii twórca-odbiorca.

 

Żyjemy w pięknych czasach, gdzie dostęp do wiedzy jest równie prosty co do powietrza. Liczę na to, że my wszyscy będziemy umieli wykorzystać ten potencjał, czy to dzięki bibliotekom, księgarniom, facebookowi czy stronom internetowym. Ponad wszelkimi podziałami jest fakt, że to w książkach zapisane jest rozwiązanie każdego problemu, jaki nękał ludzkość od wynalezienia pisma, zróbmy więc z tego użytek.