Choroba to zła kobieta była

ryba, akwarium, dom, odpoczynek, rybka

Planowana pobudka o 7 niespodziewanie przesunęła się do godziny 11. Najwidoczniej budzik się na mnie obraził. Gdybym wstał chwilę później, zastąpiłby go hejnał za oknem. Teraz mogę to sobie jednak wybaczyć, bo harmonogram na dzisiejszy dzień nie jest tak napięty jak to czasami bywa. Przede wszystkim muszę siedzieć w domu. Chyba się przeziębiłem, chociaż za każdym razem, gdy mam katar i chrypę mówię, że to przeziębienie. Zresztą, olać nazewnictwo.

 

Nie nudzę się w domu. Muszę poprawić kilka rzeczy na blogu, być na bieżąco z lekcjami i wypadałoby w końcu przeczytać zaległą lekturę, do której przymierzam się od miesiąca. Ale chyba przełożę to na kolejny miesiąc, bo patrząc na gruby egzemplarz „Lalki” jakoś tak nagle odczuwam zmęczenie.

 

W międzyczasie, pomiędzy myśleniem o niczym a nicnierobieniem, wspominam czasy podstawówki – i nie chodzi mi tutaj o lektury, a właśnie o stosunek do choroby, tak zmieniony na przestrzeni lat.

 

Kiedyś lubiłem zimę. Była to dla mnie pora roku, w której najłatwiej było zachorować, a nawet w tym sobie pomagałem. Wracając ze szkoły albo walczyłem na śnieżki, albo specjalnie wrzucałem sobie śnieg za kołnierz z nadzieją, że najbliższy tydzień spędzę z dala od szkoły. Nie myślałem wtedy o lekach, gorączce, bólu gardła i wizytach u lekarza. Najważniejsze, że przez pół dnia mogłem spać, drugie pół natomiast grałem na komputerze. Dla dziecka to był szczyt szczęścia.

 

Jednak pewnego wieczoru, gdy choroba przeciągała się na kolejny tydzień, poczułem jak mnie to męczy. Dręczyło mnie poświęcanie tylu godzin na sen, przygnębiało mnie siedzenie w domu. Gry nie były już takie fajne, a śmiech dzieci z podwórka z czasem stawał się nieznośny.

 

Morał z tego taki, że chwalimy to, czego nie mamy. Cóż, u mnie widać to bardzo wyraźnie. Jak jestem chory to chcę biegać, jeździć na rowerze i pójść na basen. Jak zdrowy – marzę o odpoczynku i oglądaniu przez cały dzień filmów.

 

Ale teraz już nie lubię zimy. Nawet chwilę się zastanawiałem, żeby znaleźć choć jeden pozytywny aspekt. Niestety nie ma. Nie lubię też chorować – zamiast z odpoczynkiem kojarzy mi się z kilkudniowym nadrabianiem lekcji i uwięzieniem w domu. A ja bardzo nie lubię, jak mnie coś ogranicza.

 

Ale cokolwiek bym pisał – nie nudzę się. Chcę w końcu nauczyć się grać na pianinie, może nawet uda mi się kiedyś ładnie rysować. To takie moje plany awaryjne, jakbym znów zachorował. Bo każdą chwilę trzeba wykorzystać jak najlepiej – nawet z gorączką i zatkanym nosem :)