Aleja Bluesa w Białymstoku

 

aleja bluesa

Białystok jest specyficznym miastem. Niby nic tu się nie dzieje, ale jak coś się dzieje, to potrafi przemknąć niezauważenie. Jest kilka wydarzeń, o których wiedzą tylko wtajemniczeni i ciekawscy; jest kilka miejsc, na które zwyczajowo nie zwracamy uwagi. U mnie takim miejscem była Aleja Bluesa.

 

***

 

Ten dzień nie wyróżniał się jakoś szczególnie spośród innych, równie słonecznych i ciepłych dni. Wczesna jeszcze godzina wieczorna wybrzmiewała na skrytej za blokami wieży uśmiechniętego Ratusza. Z wolna zostawiając za plecami wybujałą zieleń pobliskiego parku zagłębiłem się w niepozorną, wydawać by się mogło porzuconą i zapomnianą, przysłoniętą zewsząd niskimi budynkami uliczkę. Tłum ludzi, który jeszcze przed chwilą szturchnięciami i szmerem nie dawał o sobie zapomnieć, gdzieś jakby się rozwiał, pędząc gromadnie we wszelkie strony, zostawiając tę jedną uliczkę poza granicami niepohamowanego rwetesu.

 

Stawiając kolejne, nieświadome niczego kroki po czarno-białych płytkach, niczym po okrojonej i zdeformowanej szachownicy, z głębokiego zamysłu wyrwało mnie ciche wzdychanie. Tutaj, stojąc po środku niczego, sam jeden, wyłapywałem wśród szumu wiatru nieskładne urywki słów, jakby monosylaby, z czasem jednak przybierały one na mocy, łączyły się w spójne fragmenty zdań. Odskoczyłem na bok, gwałtownie obracając się w poszukiwaniu jakiejkolwiek żywej duszy wśród pojedynczych, okalających uliczkę drzew. Ale i stąd nikogo nie dostrzegłem.

 

Skąd pochodziły te dźwięki? Ich źródło nadal było dla mnie nieznane. Po chwili, gdy opanowałem nerwy, a zdrowy rozsądek znów przejął nade mną kontrolę, jedynym sensownym wytłumaczeniem, jakie znalazłem, było … halucynacje wywołane udarem słonecznym. Uff… czyli nie oszalałem. Gdy już oswoiłem się z tą myślą, nagle pod lewą stopą poczułem lekkie wibracje, jakby pobrzękiwania subwoofera. Znów odskoczyłem na bok, choć to, co ujrzałem, zbiło mnie całkowicie z pantałyku. Oto dokładnie w miejscu, w którym przed chwilą stałem, ujrzałem niewielką, ale błyszczącą w słońcu, mosiężną tabliczkę, a na niej wygrawerowany napis:

 

Ryszard
Skibiński
Skiba

 

Znalazłem źródło tajemniczych dźwięków. Ta mała tabliczka, tkwiąc od lat niepozornie na tej uliczce, coś w sobie skrywała. Coś zapomnianego, coś porzuconego. „Ryszard Skibiński”? Przykucnąłem, zafascynowany niezwykłością tego zjawiska. I znów usłyszałem ów dźwięk, tym razem starając się choć w części zrozumieć, co ta dziwna tablica chce mi przekazać. A dźwięk ten z pewnością do normalnych nie należał. Lekko basowy, przerywany przeciągłymi szmerami i jakby pogwizdywaniem wiatru.

 

Z tego, co usłyszałem, pamiętam niewiele. Tylko tę jedną sekwencję:

 

wspomnij — o nas pamiątka — bohaterzy — jak dźwięk przemija

 

Nim jednak padło ostatnie słowo, jak na komendę za moimi plecami podniosły się i inne, bardzo podobne głosy. Gdy się obróciłem, zobaczyłem kolejne, rozjaśnione teraz promieniami zachodzącego słońca tabliczki. A na każdej z nich napisy – imiona, nazwiska. Tabliczki, które kogoś przywołują w pamięci, które trwają.

 

Wtedy już wiedziałem, co muszę zrobić. Wiedziałem, że muszę wszystkim opowiedzieć, co tego dnia zobaczyłem. Że muszę opowiedzieć o tych, którzy są na stałe złączeni z Aleją Bluesa.

 

***

 

Wybaczcie, wstęp się trochę rozrósł, ale tak już jest, jak fantazja bierze górę. Choć oczywiście nie mówię, że taka sytuacja nie mogła się wydarzyć. Tym razem skupimy się na ludziach, którzy w dużym stopniu przyczynili się do rozwoju bluesa – nie tylko w Białymstoku, ale i w całej Polsce.

 

Zacznijmy jednak od początku. Aleja Bluesa to mała uliczka w centrum Białegostoku, prowadząca od Ratusza do Parku Branickich. Trotuar stylizowany na klawiaturę fortepianu zawiera wmurowane tabliczki z nazwiskami osób zasłużonych dla polskiego bluesa. Utworzenie Alei miało związek z obchodem Roku Bluesa w Białymstoku, ogłoszonego z okazji 30 jubileuszu zespołu Kasa Chorych i festiwalu Jesień z Bluesem (najstarszego tego typu festiwalu w Polsce). Ponadto w 2008 rok obchodzono 25 rocznicę śmierci Ryszarda „Skiby” Skibińskiego. To tyle słowem wstępu.

 

Na całej Alei Bluesa znajduje się obecnie 31 nazwisk i możemy być pewni, że kolejne będą się pojawiać. Chcę Ci dzisiaj przedstawić kilka z nich, abyś, przechadzając się tamtędy, widział w tych nazwiskach ludzi kultury, a nie tylko nic nieznaczące zlepek liter na mosiężnych tabliczkach.

 

Ryszard „Skiba” Skibiński

skiba

 

Bo od kogo innego mogę zacząć? Ryszard Skibiński, choć urodzony w Toruniu, mocno związał się z Białymstokiem. Legendarny kompozytor i muzyk, grający na harmonijce ustnej. W 1975 roku utworzył w stolicy Podlasia zespół Kasa Chorych (w zmienionym składzie zespół ten istnieje do dzisiaj). W 1978 roku współorganizował mający miejsce w Białymstoku festiwal Jesień z Bluesem, który obecnie jest najstarszym festiwalem muzyki bluesowej w Polsce. Od 1984 podczas „Jesieni” przyznaje się najlepszemu wykonawcy nagrodę jego imienia. Zmarł w 1983 roku z powodu przedawkowania narkotyków.

 

 

Warto też wspomnieć o jego bliskiej relacji z Ryśkiem Riedlem, z którym to nagrał wiele utworów.

 

 

Szczególnie jednak ważnym utworem jest „Skazany na bluesa” zespołu Dżem, nagrany po śmierci Ryszarda Skibińskiego, a poświęcony jego pamięci.

 

 

Ryszard Riedel

Rysiek Riedel

To, że był frontmanem Dżemu, że grał na harmonijce, że zmarł w wieku 37 lat z powodu uzależnienia od heroiny zapewne wiecie. Jedna z największych ikon bluesa w Polsce. Jego historię upamiętniają 3 filmy dokumentalne i jeden fabularny, zatytułowany „Skazany na bluesa”. Autor wielu tekstów piosenek, mających często charakter autobiograficzny. Piosenek, których się nie zapomniało, których się nie zapomni. Które jakoś nie tracą na aktualności.

 

Bo śpiewanie przy ognisku bez „Whisky” czy „Wehikułu czasu” można bez wyrzutów uznać za niepełne. Tak samo jak pochmurniejsze wieczory bez „Snu o Victorii” czy „Listu do M.”. A ponad wszystkim, brzmiące w głowie jak mantra, słowa „w życiu piękne są tylko chwile”.

 

 

 

Tadeusz Nalepa

nalepa

Mój pierwszy kontakt z Tadeuszem Nalepą był raczej nieświadomy, bo jakoś tak przemknął po samplowanym refrenie „Rozmowy” Grammatiku, a dopiero po jakimś czasie skojarzyłem go z zespołem Breakout, oczywiście przez Nalepę współtworzonym. Był kompozytorem, wokalistą, autorem tekstów i świetnym gitarzystą. Współpracował m.in. z zespołem Dżem, czego efektem było wydanie płyty „Numero Uno”.

 

I to dzięki niemu pamiętam z dzieciństwa utwór „Kiedy byłem małym chłopcem”, którego tekst był wtedy tak dla mnie niezrozumiały. I to intro gitarowe…

 

 

 

Jan „Kyks” Skrzek

Jan_Kyks_Skrzek

A oto kolejny bluesman, którego w pierwszej kolejności kojarzę z rapem – w 2011 pojawił się gościnnie w utworze „Piąta Strona Świata” Miuosha. Urodzony w Siemianowicach Śląskich, od lat mieszkający w Katowicach, mocno identyfikuje się z rodzimym Górnym Śląskiem, czego wyraz daje w swojej twórczości. Kompozytor, harmonijkarz i fortepianista. W 1997 roku nagrał koncertowy album pt. „Modlitwa bluesmana w pociągu”, który został poświęcony pamięci zmarłego Ryszarda Riedla. Płyta zyskała miano „Bluesowego Albumu Roku 1997”.

 

 

 

Maria Jurkowska

 

Warto jednak pamiętać, że Aleja Bluesa upamiętnia nie tylko wykonawców muzyki bluesowej, ale także osoby, które mocno przysłużyły się rozwojowi bluesa w Polsce. Do tego grona można bez wątpienia włączyć Marię Jurkowską – polską dziennikarkę radiową, a także propagatorkę bluesa i jazzu. Od 1992 roku Program Trzeci Polskiego Radia przyznaje co roku nagrodę nazwaną jej pseudonimem „Majka” tym osobom, które przyczyniły się do popularyzacji bluesa w Polsce.

 

Na dzisiaj to już wszystko. Masz przed sobą sylwetki 5 wielkich osób, ludzi kultury. Zachęcam jednak do zapoznania się z pozostałymi nazwiskami z Alei Bluesa. I mam szczerą nadzieję, że tę małą uliczkę pomiędzy Ratuszem a parkiem nie będziesz traktować tylko jak małą uliczkę, ale również jako pomnik – pomnik ludzi, o których nie powinniśmy zapominać.